Prezentacja Flashstrona głównaJan Rybowiczgaleriaaktualnościo mniekontaktlinkilisty z daleka i z bliska
tabletki ze słów
oficjalna strona poświęcona życiu i twórczości Jana Rybowicza
nota biograficzna
dorobek literacki
wspomnienie
Rybowicz inspiracją
do poczytania - liryka A-J
do poczytania - liryka K-R
do poczytania - liryka S-Ż
do poczytania - proza
myśli w słowach
varia
do poczytania - liryka K-R
Kompot z rabarbaru
 
Nie pamiętam twojego imienia,
koloru twoich włosów, oczu.
Nie wiem, kiedy to było,
gdzie, przy jakiej okazji.
 
Czasami tylko, ostrożnie
wydobywam z pamięci
ten gest, z jakim postawiłaś
przede mną kompot z rabarbaru.
 
I zaraz, przerażony,
chowam w panice ruch twojej ręki
z powrotem w niepamięć,
aby nie zwariować z czułości.
 
 
 
Kraj grobów
 
To kraj grobów, grobowców.
Tu zaduszki jak rok długi,
od wieków.
Tu każda data
to data rzezi.
Bo rzezią jest na równi
- zwycięstwo i klęska.
Tu znicze płoną wiecznie,
tu tylko pamięć nie umiera,
tu sztafeta nie kończąca się
apeli poległych.
Tu w spadku otrzymuje się
groby bohaterów.
Tu kronika rodzinna
to almanach klepsydr.
Tu strefa śmierci
cyklicznej,
nieubłaganie konsekwentnej.
Tu krzyży, krzyży drewnianych
jest nawet więcej niż drzew.
Tu nie kończący się nigdy
taniec śmierci szalonej.
Tu ciągle krew i łzy,
do dziś.
 
To kraj grobowców i grobów.
To cmentarna kraina cmentarzy.
To kraj, gdzie wieńców ofiarę
składa się codziennie.
To mój kraj.
 
 
 
 
Kraj Odwrócony
 
W tym Kraju poeci udają wariatów,
pisarze - idiotów,
politycy - marionetki,
a żywi udają umarłych.
 
W tym Kraju mężczyzna udaje gówniarza,
kobieta – dziwkę,
dzieciak – dorosłego,
a zmarli tak żyją jak żywi.
 
W tym Kraju Odwróconym chleb jest zwykłą gliną,
wódka – trucizną,
banknot - barwnym śmieciem,
i tylko przestępcy są sobą.
 
W tym Kraju Na Opak prawie wszyscy stoją
na granicy tak cienkiej
jak: obłęd/genialność.
Wystarczy, by zrobili jeden krok do przodu.
 
 
 
Krótka rozprawa o człowieku
 
Człowiek jest istotą myślącą,
ale niezmiernie rzadko stara się to udowodnić.
 
Człowiek żyjąc, zużywa się.
co zwykle napawa go początkowo ogromnym przerażeniem.
 
Człowiek ma niezniszczalną duszę,
która pomaga mu jako tako przebrnąć przez życie.
 
Człowiek dzieli się na kobietę i mężczyznę.
Kobieta plus mężczyzna równa się dziecko.
 
Mówi się: człowiek, a myśli się: ludzie,
Człowiek pojedynczy nie mógłby istnieć sam.
 
Ludzie rodzą się, mnożą i umierają.
Tak jest od dawna, nikt nie wie, po co i dlaczego?
 
Wszystko, co robi człowiek, zużyje się i zniknie,
ale gdyby nic nie robiono, byłoby jeszcze gorzej.
 
Człowiekowi czasami jest bardzo dobrze, a czasem źle.
Kiedy dobrze, to się śmieje, jak źle - to płacze.
 
Niekiedy człowiek wariuje i upodabnia się do zwierząt.
Tylko je i śpi, i nie chce o niczym wiedzieć
 
Nad ludźmi jest Bóg, który ich pociesza i karze.
Tylko w Bogu nadzieja, mówią ludzie, to ich uspokaja.
 
Gdyby nie Bóg, to nie byłoby po co żyć.
Bez Boga ludzie wymordowaliby się co do jednego.
 
Niektórzy ludzie twierdzą, że Boga nie ma.
To są takie przekorne, małe, zbuntowane dzieci.
 
Im człowiek starszy, tym mniej boi się wszystkiego.
Jego oczy mówią: - Jest mi już wszystko jedno!
 
Człowiek bardzo stary, zwykle mamrocze coś pod nosem.
Kiedyś podsłuchałem. - Róbcie ze mną, co chcecie!  - mamrocze.
 
 
 
List do samego siebie
 
Mówię ci,
z całej twojej
twórczości
zostanie w końcu –
jeśli coś zostanie! –
tylko
jedno
słowo!
 
Być może,
będzie to
tylko twoje
nazwisko.
To bardzo dużo.
Bardzo wiele ludzi
umiera
bezimiennie.
 
To bardzo dużo więc,
to jedno
słowo.
Ale i ono
w końcu
stopi się
z innymi słowami
jak kropla
z wodą.
 
 
 
 
 
Martwa natura
 
Stół zaśnieżony światłem nocnej lampki.
Na nim zapałki i paczka albańskich papierosów.
Wysypisko popielniczki
i opróżniona w jednej czwartej
butelka „Olmeca tequila”
z papuzią etykietką,
złotymi rysunkami Inków.
Dobry list z krakowskiego „Pisma”
i niegroźny druk Prokuratury Rejonowej w Tarnowie.
Maszerujący tytuł „Tygodnika Solidarność"
z biało-czerwoną chorągiewką niesioną przez N.
jak Nieznany…
Jeden kieliszek do koniaku,
teraz odpoczywający.
 
Namaluję później tę martwą naturę
literami, maszyną do pisania,
jak pędzlem.
Martwa natura,
taki będzie tytuł tej martwej natury.
Dlaczego martwa,
zastanawiam się teraz
i wreszcie wiem.
Żeby było życie,
trzeba drugiego człowieka:
kobieta, mężczyzna – nieważne.
Tymczasem siedzę tu ciągle sam.
Malarz, który maluje maszyną do pisania
martwe natury.
 
 
Młyny boże
 
Budzę się w środku nocy,
a tu coś tak
jakby ktoś jabłko chrupał
albo krążył w kółko
po mące kartoflanej śniegu.
 
Zapalam światło,
węszę, próbuję zlokalizować ten szmer,
który tak mnie przeraża,
sam nie wiem dlaczego.
 
Wczoraj zrozumiałem.
To młyny boże mielą!
I choć tych młynów nie widzę,
nie wiem, gdzie są nawet,
to mam przed oczami
efekt ich pracy.
 
Tę mąkę swoistą,
ten proch,
z którego...
i w który...
 
Pełno go pod tapczanem.
 
 
Moja cudowna nauczycielka
 
Pytałem ją o obojętność.
Wzruszyła ramionami.
 
Zapytałem o miłość.
Pokochała mnie.
 
Co to jest nienawiść?  - spytałem.
Znienawidziła.
 
Wtedy zapytałem, co to jest śmierć?
A ona zabiła mnie po prostu.
 
Moja najcudowniejsza,
najdosłowniejsza nauczycielka.
 
 
Mój zen
 
Buduje się dom,
a kiedy jest gotowy,
odrzuca się rusztowania.
 
Rusztowania są środkiem,
ale dom - nie jest celem.
Po prostu buduje się dom.
 
"Wszystko płynie" - powiedziano
Na tej opoce
buduję swój dom.
 
W drewnianym krzyżu
- sądzę -
raczej nie mieszka Bóg.
Ale drewniany krzyż,
nie jest jedynie drewnem!
 
Wiara zaczyna się tam,
gdzie kończy się zwątpienie.
Zwątpienie zaczyna się tam,
gdzie kończy się wiara.
Najtrudniej jest właśnie TAM.
Pośrodku.
 
Mówi Krystyna Białotarska
 
Miałam dwanaście lat
- mówi Krystyna Białotarska -
byłam na letniej kolonii.
Kierowniczka okradała nas z jedzenia,
wychowawcy gzili się po nocach,
gryzły mnie wszy i świerzbiał świerzb,
dorośli byli źli, karali nas biciem.
Wtedy napisałam list do mamusi,
wrzuciłam go do skrzynki pocztowej ukradkiem, nocą,
gdyż kierowniczka cenzurowała nasze listy; pisałam:
"Kochana mamusiu! Jest mi tu bardzo źle. Przyjedź
i zabierz mnie stąd natychmiast! Dłużej nie wytrzymam
Krysia".
 
Mam osiemdziesiąt osiem lat
- mówi Krystyna Białotarska -
dwa i pół tysiąca renty, pokój w zagrzybionym baraku,
ustęp na podwórzu, chyba wszystkie choroby, prąd
często wyłączają, mój piec nie grzeje, bezustannie
awanturują się moi lokatorzy z marginesu społecznego,
siostra PCK odwiedza mnie rzadko, ludzie wypychają
mnie z kolejek, brakuje lekarstw. Ma być ostra zima,
mają być większe kolejki i bardziej puste sklepy. Często
nie mogę zasnąć całą noc, z zimna, z pijackich krzyków
stale ktoś puka w okno i pyta, czy to u mnie jest ta
melina. Więc często w taką noc układam w myślach list
do mojej mamusi: "Kochana mamusiu! Jest mi tu bardzo źle.
Przyjedź i zabierz mnie stąd jak najbardziej. Dłużej tutaj
nie wytrzymam. Krysia."
 
Tylko nie wiem, do jakiej skrzynki
mogłabym go wrzucić
 
 
Mówi mądrość
 
Nie zmienisz ani jednej joty,
kropki nad "i" nie wymażesz.
Stare grzechy rzucają długie cienie,
które omraczają cię
w twojej drodze ku światłości.
Stare kłamstwa powracają wciąż,
nie miałeś racji, przyznaj się, szydzą.
Skrzywdzeni przez ciebie ludzie
domagają się wciąż rehabilitacji,
już nawet nie ludzie, ich cienie tylko.
To była wtedy moja wina, mówisz w pustkę
i masz nadzieję, że ktoś tam jednak usłyszy,
rozgrzeszy cię, uwolni od ciężaru niesławnej pamięci.
Kanon, który usiłowałeś naruszyć,
pozostał nie naruszony
i nawet już nie drwi z twej donkiszoterii.
I wiesz, po otwarciu wszystkich drzwi,
są zawsze jeszcze jedne, nie do odemknięcia.
Obraz jest piękny z określonej odległości,
z innych staje się tylko nieczytelną plamą.
Zmieniłeś się znowu, po raz drugi.
Już wiesz, że nie zmienisz ani jednej joty
w zakonie świata,
nie wymażesz ani jednej kropki nad "i".
Wróciłeś do źródła
bogatszy o cierpienie
i uspokojony cierpieniem.
Mówisz - nie ma rzeczy niepotrzebnych,
wszystko ma swój czas, miejsce
i rolę do spełnienia.
I tylko ty sam
czujesz się niepotrzebny nikomu.
 
 
My polish Tao
 
Jem, kiedy jestem głodny, a nie wtedy, kiedy wołają do stołu.
Piję, kiedy mam pragnienie, a nie wtedy,
kiedy podają orzeźwiający napój.
Umrę, kiedy przyjdzie czas, pora,
i tylko wtedy. Dokładnie.
Po śmierci pójdę tam, gdzie powinienem pójść
- w samo sedno rzeczy.
Tak że mnie raczej nie wkurzajcie!
Nie zawracajcie mi głowy waszymi pieprzonymi
bredniami, chcę być trzeźwy!
Chcę być trzeźwy, chcę mieć związek ze wszystkim, zawsze.
Niewidzialne nitki ciągną się do mnie
we wszechświat, do każdego jego atomu.
Jestem połączony ze WSZYSTKIM.
Więc nie mówcie mi, że to jest,
a tamtego nie ma.
Bo ja doskonale wiem, że nie ma NICZEGO,
a skoro go nie ma, jest WSZYSTKO.
 
 
Na cóż czekamy ?
 
Na cóż czekamy, zebrani na rynku?
Szatan już przegrał z Bogiem w pojedynku.
 
Na cóż czekamy, zadzierając głowy?
Bóg po zwycięstwie w niebiesiech się schował.
 
Na cóż czekamy, z rękami w kieszeniach?
Bóg jest w zaświatach, my tutaj, gdzie ziemia.
 
Na cóż czekamy, w napięciu i skrycie?
 
Aż nowy szatan przywróci nam życie!
 
 
Nad rzeką życia
 
Raz już wskoczyłem
w rączy nurt
rzeki życia.
O mało nie utonąłem,
ledwie żywy wylazłem na ląd.
 
Teraz siedzę tylko na brzegu
i obserwuję.
Jedni idą na dno jak kamień,
inni dają się bezwolnie unosić prądowi,
najsilniejsi dzielnie płyną pod prąd.
 
Obserwuję bezmyślnie z lądu,
nie mam zamiaru skakać po raz drugi.
Bronię się przed zepchnięciem
w te zimne wody, niebezpieczne.
 
Kiedy umrę,
nie róbcie sobie ze mną ceremonii.
Niech ktoś tam zepchnie moje ciało
w tę wodę, której tak się bałem.
 
Gdy umrę,
stanę się odważny.
 
 
Najtrudniej
 
Najtrudniej umrzeć pierwszy raz.
Później umierać można stale.
Anioł śmierci zamieni cię w słup soli
i odleci
a ty już do końca będziesz tęsknił za jego powrotem.
Och, jakże nudne stały się te codzienne próby śmierci:
zapadanie w sen.
Nie myślę już o tym.
Tak długo roześmiany będę spacerował
tymi niekończącymi się ulicami życia,
aż Ktoś niespodziewanie i bezszelestnie zajdzie mnie od tyłu
i wetknie bezboleśnie pod lewą łopatkę
niewidzialny, długi i skuteczny nóż.
To będzie moja ostatnia śmierć.
 
 
Najważniejsze jest
 
Najważniejsze jest,
że nieważne jest,
czy Bóg istnieje,.
czy nie.
 
Samotni
we wszechświecie,
szukamy
przyjaciół.
 
Tak długo,
aż uwierzymy
w ich obecność
naprawdę.
 
 
 
Naturalny proces rozwoju umysłowego
 
Najpierw stwierdził,
że jest mądrzejszy
od siebie samego.
Potem doszedł do wniosku,
że jest najmądrzejszy w rodzinie.
Koleją rzeczy,
okazał się najmądrzejszy w mieście.
Po jakimś czasie,
cały kraj,
to były tyko durnie.
Potem - cały świat!
Wszechświat.
Na końcu okazało się,
że jest mądrzejszy od samego Boga!!!
No, osiągnął apogeum.
Nie było sensu starać się dalej…
 
Odtąd zaczął głupieć.
 
 
Nie bój się kobiet
 
Jeżeli nie jesteś katolickim księdzem
to nie stron, przyjacielu, od kobiet
Jeżeli nie jesteś pustelnikiem
zablokowanym czymś w rodzaju psychozy
to nie uciekaj, przyjacielu, od kobiet.
Kobiety nie gryzą,
w każdym razie nie codziennie.
 
Pomyśl sobie, kobieta czeka cię gdzieś,
wypatruje, tęskni,
ma dla ciebie takie dobre rzeczy,
a ty uciekasz od niej
jak od dżumy albo czegoś w tym rodzaju,
czy to ładnie?
 
Ona umiera powoli, czekając,
a ty uciekając też umierasz.
 
 
Nie wiem (Rezultat doświadczenia)
 
Przyjdą, z młodymi twarzami,
niecierpliwi, trochę przerażeni.
Będą pytali, pytali.
Dlaczego niebo jest niebieskie?
Odpowiem - nie wiem.
Dlaczego trawa jest zielona? Czy jest Bóg?
Po co żyjemy?
Dlaczego przyciągają się magnesy
albo odwrotnie, odpychają?
Dlaczego świeci słońce? Co to jest miłość?
Czy muszą być wojny?
Dlaczego nic nie wiesz?
Czy naprawdę nie wiesz?
Co w takim razie robiłeś przez tyle lat?
Co za sens jest w tym wszystkim?
 
Odpowiem - nie wiem.
Wiem tylko,
że kiedyś przyjdą do was, z młodymi twarzami,
niecierpliwi, trochę przerażeni
i będą pytali, pytali.
I wy także odpowiecie im
wtedy – nie wiem.
 
 
Nowa przeszłość
 
Było już po jedenastej w nocy,
moja przeszłość,
taka żebraczka plugawa,
emerytowana przestępczyni,
przyszła znowu,
aby mnie szantażować.
 
Odejdź, powiedziałem,
odejdź na Boga
i nie wracaj tutaj już nigdy więcej.
Odejdź, bo…
 
Nie da rady, powiedziała ochrypłym głosem
uśmiechając się szczerbato,
jestem podstawą, na której się opierasz,
jestem korzeniem,
z którego czerpiesz soki życia.
 
I wtedy ją zabiłem,
w jednej chwili.
Jej zdziwienie, że ginie,
było moją najsłodszą nagrodą.
 
Mam teraz inną przeszłość,
sam ją sobie stworzyłem.
Jest piękna, jasna i uśmiechnięta.
Ładnie pachnie, mówi cicho i łagodnie.
 
Jest podstawą mocniejszą niż tamta,
jest zbudowana na doświadczeniu.
Jest tamtego korzenia protezą
doskonalszą od oryginału.
 
Jest bardzo pięknym kłamstwem,
które nie szkodzi nikomu.
Jest bardzo elastyczna,
da się modelować jak glina.
 
 
 
 
O jesieni wiersz
 
Ten wybetonowany plac nieba,
po którym kiedyś będziemy się przechadzać,
i ten wykrochmalony wiatr,
szczypiący w nos jak amoniak,
te drzewa liniejące,
te liście odkute z czerwonego złota
przez deszcz,
to jesień zapisana na kliszy okna,
którą przepisuję
hałaśliwą maszyną do pisania,
siedząc tuż przy nim.
Moje serce
trzepoczące na drzewie
mojego szkieletu
- jest rdzawym liściem,
ostatnim,
jak ten za oknem,
uwięzły w nurcie wiatru…
Jego przeznaczeniem
jest już tylko - spaść.
Trawy rankiem pocą się
zimnym potem,
białym jak białość:
jej niebieskawy odcień…
Wiatr zwariował zupełnie
i wyje już teraz bez przerwy...
Złote liście
szarzeją spleśniałą zielenią
i okazują się tombakiem.
Wielorękie drzewa,
przypominające indyjskie boginie,
wyciągają nagie ramiona ku niebu.
O coś błagają,
lecz nie chcą nam tego powiedzieć…
 
Jeszcze jedna jesień,
jak zawsze
niepodobna do poprzednich...
 
 
 
Odwet pozorów
 
Kamień, odrzucony przy budowie domu,
stanie się kamieniem węgielnym
jeszcze wspanialszego przedsięwzięcia.
 
Niesforny student wydalony z uczelni,
leniwy, choć żywy jak iskra,
stanie się wielkim wynalazcą.
 
Niezdolny do służby wojskowej marzyciel
stworzy własną, wielką armię
i podbije wiele narodów.
 
Mierny poeta, którego wierszy
nikt nie chciał drukować,
zostanie wieszczem.
 
Rady, jakich udzielał nieznany włóczęga,
pozostaną tymi zbawiennymi
w pamięci potomnych.
 
Człowiek, którym pogardzano,
stanie na czele narodu,
a jego słowa będą jak balsam na ranę.
 
To, co uważano za nierealne,
stanie się rzeczywiste,
i taki jest właśnie odwet pozorów.
 
 
Oferta handlowa
 
Cały jestem na sprzedaż.
Od stóp do głów.
Od ucha do ucha.
Jest na sprzedaż to
co ze mną,
co przede mną,
co teraz,
co było, czego nie było,
co wymyśliłem w pocie czoła
i co przyszło samo
nie wiadomo skąd...
 
 
Ach, dość tej wyliczanki!
Powtarzam tylko:
cały jestem na sprzedaż.
Opisany.
Ja
tak zwany młody literat -
poeta i prozaik.
Opisywacz.
Ołówek w ręce losu.
 
Oni
 
Jeszcze ich nie ma,
jeszcze ich atomy
są rozproszone:
w tlenie,
glebie,
wodzie.
 
Jeszcze nieznana
data urodzenia,
nieznane miejsce,
nacja,
kolor skóry.
 
Jedno jest pewne:
bezstronni, z dystansem,
zważą nas,
uwolnionych od swych własnych trupów,
dokładnie,
ocenią fachowo.
 
Niektórych włączą
w poczet
swoich świętych.
 
 
 
Oświadczyny
 
Moja matka była w tej sprawie
ochotniczą swatką.
Miałem trzydzieści trzy lata,
ta swatana dwadzieścia osiem,
coś koło tego.
Przed spotkanie
ułożyłem w myślach
- kilkakrotnie modyfikowany -
plan,
ale kiedy już zostaliśmy sami,
coraz mniej spięci
i sceptyczni już mniej,
po pięciu minutach podchodów
zamilkłem
i już bez słowa
po prostu rzuciłem się na nią
wyposzczony jak więzień,
mnich.
A ona bez słowa
przyjęła te moje oświadczyny,
nieznacznie i dyskretnie
pomagając mi milczeniem
i odpowiednim przemieszczeniem
swojego ciała.
Uległa, pokorna i cicha.
 
 
 
Pisać poezję
 
Pisać poezję, to znaczy płakać.
Płakać wewnętrznie – bez łez, bez łez.
Bez gniewnych gestów, pociągania nosem.
Płakać z uśmiechem tak smutnym jak klown.
 
Pisać poezję to znaczy umierać.
Niepostrzeżenie – bez skarg, bez skarg.
Bez gniewnych gestów, dostojnie jak drzewo.
Niknąć z uśmiechem spokojnym jak Bóg.
 
Pisać poezję, znaczy – zmartwychwstawać.
Jak zmartwychwstaje nieustannie dzień.
Jak zmartwychwstaje uporczywie noc.
Pisać poezję – to bez końca żyć.
 
Żyć tu i teraz, i przedtem, i potem.
Żyć, już przed życiem, i po życiu żyć.
Żyć umierając i umierać żyjąc.
Płakać z uśmiechem, śmiejąc się przez łzy.
 
 
 
 
Plan zajęć na świetlaną przyszłość
 
Trzeba będzie wreszcie wziąć się
za opisanie lat czterdziestych,
z całym ich zachwytem cielęcym,
brutalną, dziecięcą naiwnością.
Trzeba także opisać wreszcie
lata pięćdziesiąte,
ich ból i żal po defloracji,
rozprawiczeniu.
Opisać marazm
i noc bez nadziei na świt
lat sześćdziesiątych.
Opisać wodę sodową w głowie
siedemdziesiątych lat,
psychotyków narkotyzujących się rojeniami,
zaklętych w marmur fanatyzmu.
Opisać szok kuracji odwykowej
miesięcy sierpnia i września,
i października 1980,
która trwa.
Opisać tę nierzeczywistość,
mocno tkwiąc w rzeczywistości.
Opisać to wszystko
posługując się stylem
bajkowego realizmu.
 
 
 
Po
 
W czas nienawiści miłość przerażoną
chowa się w sobie, głęboko, głęboko.
 
W czas nienawiści miłość zagrzebujesz
głęboko w sobie, jak w ziemi klejnoty.
 
W czas nienawiści nie jest czas na miłość.
W czas nienawiści miłość jest przeszkodą.
 
Lecz potem, kiedy nienawiść się spali,
wracasz do siebie, aby ją wydobyć.
 
I wtedy w miejscu, gdzie ją zakopałeś,
dół tylko widzisz, rozgrzebany, pusty.
 
 
 
Podczas gdy on
 
A więc czego zazdrościcie artyście?
Bezsennych nocy?
Anioła śmierci,
który jest jego codziennym aniołem stróżem?
Czy zazdrościcie nękającej go stugębnej plotki,
kiedy on pragnie jedynie zrozumienia?
Czy sławy, która jest niczym,
w dodatku bardzo uciążliwym?
A więc czego zazdrościcie artyście?
Że na głos wyrykiwał to,
o czym wy baliście się nawet myśleć ?
A może zazdrościcie mu tego, że wreszcie umarł,
podczas gdy wy zadręczacie się nawzajem
w tym ziemskim piekle ?
Wy, którzy unikacie nawet
wzmianki o śmierci,
podczas gdy on całe życie
przygotowywał się do niej.
 
 
Prośba
 
Jeśli będziesz kiedyś tak zupełnie
bezdennie nieszczęśliwy
to idź odwiedzić
swoich znajomych i nieznajomych
na cmentarzu,
zobacz, jak dożywają ludzie
w domach spokojnej starości,
odwiedź domy dla obłąkanych,
szpitale oddziały dla
chorych nieuleczalnie,
umierających
po kawałku,
zamiast do pochodu pierwszomajowego
włącz się kilka razy
do pogrzebowego konduktu,
przeczytaj
"Archipelag Gułag" Sołżenicyna,
postój w kolejkach aptek,
przychodni lekarskich,
zakładów pogrzebowych,
posłuchaj,
jak wiedźmy w mrocznych kościołach
szepczą sobie o rodzajach śmierci,
niby o technikach seksualnych
swoich nieżyjących mężów.
Wyrwij bolącego zęba,
oddaj honorowo krew,
upij się do nieprzytomności,
wybierz się na włóczęgę dokoła świata,
przystąp do złodziejskiej szajki,
powieś się,
wal głową w mur,
zgwałć stuletnią staruszkę,
wstąp do zakonu,
zamiast liryki pisz wyuzdaną pornografię,
nie rób kompletnie nic,
zacznij żebrać,
tylko przestań wreszcie
jęczeć za moim uchem:
- Boże, taki jestem ogromnie nieszczęśliwy...
 
 
 
Psalm
 
Wiersz grzesznika. Winny jestem, Panie,
bo nie zabiłem mordercy,
zanim zaczął mordować.
Wina moja jest wielka. Albowiem
zatykałem sobie uszy,
kiedy przemawiali głupcy,
i opuszczałem powieki,
kiedy nieprawi obejmowali rządy.
Jestem winien. Tchórzliwie podawałem rękę
tchórzom, a do złodziei mówiłem: bracie.
Winny jestem, bowiem
nie sprzeciwiałem się uzurpatorom,
a swoją wiedzą o ich bezeceństwach
nie podzieliłem się z ludźmi.
Dlatego ukarzesz mnie, Panie,
gdyż wcale nie byłem lepszy od tych,
których teraz oskarżam.
Owszem, jestem po stokroć bardziej winny,
albowiem wielu z nich czyniło zło swoje
w bezmyślności swojej.
Oto wiersz grzesznika.
Szczere wyznanie napisane w nadziei,
że miłosierny Bóg nie wystawi mi rachunku.
Jeśli już nie jest karą
owo ostre widzenie świata,
dane mi przecież przez Boga. Amen.
 
 
 
Pytania
 
Nie pytaj nigdy
za Villonem,
gdzie są zeszłoroczne śniegi.
Bo to niezbyt mądre pytanie.
Nie przekonuj mnie,
że twoje dzieciństwo
było sielskie i anielskie,
bo to nieprawda.
I nie wmawiaj mi,
że przyjdą dni różowe,
które wynagrodzą nam hojnie
dni niewiary i rozpaczy.
Nie wierzę w to.
Nie małpuj Goethego
bełkocząc:
"Chwilo trwaj. jesteś piękna."
Ta chwila już przeminęła
i jest taka sama,
jak ta za nią,
i kropla w kroplę
jak poprzednie.
Nie pytaj,
gdzie jest ten ptak,
gdzie jest ten kot,
gdzie jest ten żółty pies,
ta miła pani,
ta dama z krwi królewskiej,
ten piękny młodzieniec,
ta dziewczyna, co śpiewała po rosyjsku,
ci wszyscy umarli,
których nie ma...
Nie pytaj.
Bo po prostu odpowiem ci wulgarnie:
w dupie.
 
I nie pytaj mnie już nigdy,
czy cię kocham.
 
 
Radość życia
 
Radość życia płynie z obecności
drugiego człowieka,
i z zupełnej samotności.
Radość życia daje alkohol
i absolutna wstrzemięźliwość.
Kobieta obok - to też coś,
ale umiej być radosny,
gdy żadna nie zechce
na ciebie nawet spojrzeć.
Pisanie grubej książki.
ach, jaka to radość życia.
Ale byłem raz równie szczęśliwy,
gdy paliłem w piecu, kartka po kartce,
czterystustronicowy maszynopis
nieźle - chyba - zapowiadającej się
powieści.
Radość życia jest wszędzie.
Gdzie jest napisane,
że zupełny brak pieniędzy,
to zaraz musi być
czarna rozpacz i żal.
Radość życia jest także
w celi śmierci,
w domu żałoby,
w spelunie ostatniej kategorii,
wiem to.
Widziano ją także,
ja pojawiła się w ostatniej chwili życia
u człowieka, który
w całym swoim długim wegetowaniu
nie zaznał chwili radości.
(Jeszcze raz proszę,
przeczytajcie uważnie ten wiersz).
 
 
 
Rozdrażnienie
 
Kicha na mnie prezydent Francji.
Gwiżdżę na to.
Nic o mnie nie wie premier Chin.
Mam to gdzieś.
Nie znają mnie w Islandii.
Ja tam również nie znam nikogo.
Nie wie, że istnieję,
słynna aktorka, jak jej tam...
Ja jej również nie zauważam.
Nie słyszeli o mnie w Kenii,
w Australii i Tadżykistanie.
Obejdzie się.
Komuś w ONZ nic nie mówi
moje nazwisko.
Nie umrę od tego.
 
Ale kiedy ty, najmilsza,
zachowujesz się czasem tak,
jakbym w ogóle nie istniał,
to - wybacz - ale wtedy
po prostu
mam ochotę cię udusić!
 
 
 
Rozdwojenie prawdy
 
Prawda jest jedna. Kiedy ją rozdwoisz,
z tych dwóch też tylko jedna jest prawdziwa.
 
Druga jest fałszem, jak nasza osoba,
kiedy staniemy przed rozjemcą lustra.
 
Prawda jest jedna. To nieprawda wcale,
że prawd jest tyle, ilu ludzi w świecie.
 
Tak jak jezioro, szkła kawałek, kropla
lub lśniący metal - to są tylko Lustra.
 
Jak fiołek, róża, chryzantema, powój,
aster, piwonia - to jest tylko Kwiat.
 
 
 
Róża jest kogutem
 
Róża jest kogutem,
kogut jest pokrzywą,
pokrzywa jest bawołem,
bawół jest człowiekiem,
człowiek jest ropuchą,
ropucha jest groszkiem,
groszek jest człowiekiem,
człowiek jest różą,
róża jest psem....
 
Wszystko zależy od ducha,
który wziął sobie te atomy,
które akurat były wolne.
 
Nad tym wszystkim
jest Ktoś
Kto to zrobił!